sport, polityka, z życia wzięte
RSS
sobota, 27 grudnia 2008

    Ziarna od plew zostały oddzielone. Faza grupowa Ligi Mistrzów dobiegła końca. Z grup wyszli ci, którzy wyjść mięli – bogaci i znani. Nie było żadnej sensacji, były tylko małe niespodzianki; zwycięstwo CFR Cluj nad Romą i to w Rzymie, wspaniała postawa mistrza Cypru - Anorthosis Famagusta, który do ostatniej kolejki miał szansę na zajęcie pierwszego miejsca w grupie. Niestety cypryjczycy polegli w walce z Panathinaikosem i odpadli z rozgrywek Champions League. Ku rozpaczy kibiców i piłkarzy Anorthosisu, Werder pokonał Inter, czym zagwarantował sobie trzecie miejsce w grupie B i start w pucharze UEFA kosztem walecznych cypryjczyków. Zawiodły wschodnie potęgi. Triumfator ostatniej edycji PUEFA – rosyjski Zenith St.Petersburg i ukraiński Szachtar Donieck. Co prawda ukraińcy pokonali na Camp Nou Barcelonę, ale był to mecz o pietrukszę, w której jedenastka Dumy Katalonii wystąpiła w rezerwowym składzie. Szachtar po raz kolejny musi zadowolić się trzecim miejscem w grupie i walce o puchar UEFA. Ten sam los czeka Zenith, który przez wielu był typowany na czarnego konia rozgrywek. Rosjanie nie potrafili podjąc równorzędnej walki z Juventusem i Realem Madryt.

“Kości zostały rzucone” po losowaniu par 1/8 finału jednego możemy być pewni, emocji nie zabraknie.


Inter Mediolan – Manchester United

Tak mógłby wyglądać finał. Mistrz Włoch kontra Mistrz Anglii, obrońca tytułu LM oraz klubowy mistrz świata. Pojedynek dwóch wybitnych trenerów, sir Alex Ferguson kontra najbardziej wyrazisty trener naszych czasów - Jose Mourinho. No i pojedynek dwóch wielkich piłkarzy, którzy każdy mecz potrafią wygrać w pojedynkę; Zlatan Ibrahimowić zmierzy się z najlpeszym piłkarzem 2008roku Cristiano Ronaldo. Czy Czerwonym Diabłom uda się wyeliminować lidera Serie A? Czy spragniony triumfu w europejskich rozgrywkach właściel Interu Massimo Moratti doczeka się wreszcie swojej chwili chwały? Remisu nie będzie, wielkie emocje gwarantowane.


Arsenal - Roma

Czyli ciąg dalszy angielsko – włoskiej batalii o prymat na Starym Kontynencie. W meczach “wielkiej czwórki” Kanonierzy pokonali Manchester United, Chelsea oraz zremisowali z Liverpoolem. Wydawać by się mogło, ze młode wilczki Wengera wiodą prym w Premiership. Nic bardziej mylnego. Piłkarze Arsenalu zanotowali już 5 porażek w tym sezonie i spadli na piąte miejsce w tabeli. Jeśli drużyna z Emirates Stadium chce zaliczyć ten sezon do udanych, to musi siegnąć po puchar Europy. W jeszcze gorszej sytuacji znalazła się Roma, która po fatalnym początku sezonu zajmuje dopiero 11 miejsce w serie A ze stratą 19 oczek do liderującego Interu. Porażka w tym dwumeczu oznacza koniec marzeń o podboju Europy i skupienie się na odrabianiu strat na własnym podwórku, tylko dla kogo?


Chelsea – Juventusem

Akt trzeci i – przynajmniej w tej fazie - ostatni pojedynku Włochy – Anglia Z szatni The Blues co chwilę dobiegają niepokojące głosy. Starsi piłkarze z Lampardem i Terrym na czele, nie są zadowoleni ze sposobu pracy nowego trenera – Luisa Felipe Scolariego. Twierdza Stamford Bridge przypomina już średniowieczną ruinę, a nie stadion, na którym Chelsea wydawała się nie do pokonania. Czy to oznacza, ze londyńczycy są w głebokim kryzysie? Nie. Seryjne zwycięstwa na obcych stadionach spowodowały, że podopieczni brazylijskiego szkoleniowca zajmują drugie miejsce w Premiership i tracą do Liverpoolu zaledwie jeden punkt. Nie sposób wskazać faworyta tego pojedynku. Juventus, po karnej degradacji do serie B odrodził się jak feniks z popiołu. Jedenastka z Turynu jest wiceliderem włoskiej ekstraklasy, a w fazie grupowej Ligi Mistrzów piłkarze Starej Damy dwukronie pokonali mistrza Hiszpani – Real Madryt. Jesli Alessandro Del Piero i spółka, powtórzą ten wyczyn w meczu 1/8 finału, to ich trener Cloudio Ranieri z dumą spojrzy w twarz dobroczyńcy Chelsea – Romanowi Abramowiczowi, który bez żalu pozbył się go ze Stamford Bridge.


Real Madryt – Liverpool FC

Dwa kluby, które wywołują dreszcze na plecach kibiców w całej Europie. Liverpool ma najlepszy sezon od lat. The Reds liderują w Premiership, wygrali swoją grupę w LM i wydaje się, że są mocniejsi niż w 2005 roku, gdy po niesamowitym meczu pokonali AC Milan i wygrali Ligę Mistrzów. W zupełnie innej sytuacji znajduje się drużyna z Madrytu. Real zajmuje dopiero 5 miejsce w Primiera Division i po porażce w Gran Derbi traci do swojego odwiecznego rywala już 12 punktów. Jeszcze przed meczem z Barceloną, doszło do zmiany trenera. Berta Szustera zastąpił Juande Ramos, na Camp Nou, na nie wiele się to zdało. Ale hiszpan ma sporo czasu, na przygotowanie swoich podopiecznych na dwumecz z Liverpoolem, działacze Galacticos na kolejne transfery, a piłkarze na wykurowanie się i powrót do formy. Czy genialny strateg, Rafa Benitez i charyzmatyczny kapitan Liverpoolu - Steven Gerard dobija krwawiący Real? A może to ranna drużyna z Madrytu w trudnych chwilach, którze przeżywa okaże się najgroźniejsza?


Olympique Lyon - FC Barcelona

W tym pojedynku, zdecydowanym faworytem wydaje się być drużyna Pepe Guardioli. Piłkarze Barcelony, grają futbol kosmiczny. Strzelają mnóstwo bramek i tracą niewiele. Indywidualności pokroju Messiego, Samuel Eto'o, Henrego czy Xaviego wydają się wskazywać jasno – wygra Barca. Piłkarze Olymique, mają najtrudniejszy sezon w Ligue1 od 8 lat. Co prawda znów liderują w rodzimej lidze, ale Benzema, Juninho i reszta, muszą się bacznie oglądać aby pocycji lidera nie stracić. Porażka z Barceloną moze francuzom wyjść na dobre. Skupią wszystkie swoje siły na obronie tytułu i będą mogli sięgnąć po niego po raz 8 z rzędu. Jednak ewentualne zwycięstwo nad Blaugraną może dać im tyle pozytywnej energii, że jedenastki z Lyonu nie powstrzyma już nikt.


Trochę w cieniu tych pięciu wielkich bitew, zostaną rozegrane pozostałe trzy spotkania:

Atletico Madryt - FC Porto

W tym dwumeczu trudno wskazać faworyta. Obie drużyny grają piękny, ofensywny futbol. Kibice, którzy wybiorą do śledzenia akurat te spotkania, na pewno się nie zawiodą. Czy zajmująca obecnie trzecie miejsce w Primiera Divison drużyna z Madrytu pokona mistrza Portugalii? A może Porto, znów zaskoczy całą Europę i jak w 2004 roku zatiumfuje w Chamions League?


Sporting Lizbona - Bayern Monachium

Techniczna, ofensywna wizja futbolu piłkarzy Sportingu, zmierzy się z siłą i wyrachowaniem Bawarczyków. Bayern pod wodzą Klinsmana wydaje się wracać na właściwy tor. Piłkarze z Monachium gładko wygrali grupę F, wyprzedzając Lyon, Fiorentinę i Steauę. W Bundeslidze, Bayern ma tyle samo punktów co liderujący, rewelacyjny beniaminek Hoffenheim. Czy to wystarczy na Sporting? Czy piłkarskie powiedzenie; “wszyscy grają Niemcy wygrywają” znów znajdzie swoje zastosowanie?


Villarreal - Panathinaikos Ateny

Dwumecz, który zainteresuje najprawdopodobniej tylko fanów obu drużyn i satystyków futbolu. Faworytem wydają się być piłkarze Żółtej łodzi podwodnej, Ale Grecy łatwo skóry nie sprzedadzą. Szykuje się twarda walka, ćwierćfinał dla obu drużyn będzie spełnieniem marzeń.


Pierwsze mecze 1/8 finału zostaną rozegrane 24 i 25lutego. Przed nimi, czeka nas jeszcze arcyciekawe okienko transferowe i kilka kolejek ligowych. Zmienić się może jeszcze bardzo dużo. Jedno jest pewne, emocje czekają nas olbrzymie. Odliczanie czas zacząć.

niedziela, 21 grudnia 2008

- Przegrałem swoje życie – tak rozmowę ze mną rozpoczął 42 letni Michał, który od blisko dziewięciu lat żyje na ulicy. Przegrałem życie i to nawet nie przez to – spojrzał z odrazą na butelkę prostego wina, które mu kupiłem wzamian za rozmowę. Otworzył ją i wziął duży łyk. Ma zaledwie 42 lata, ale to dziewięć lat spędzonych na ulicy postarzało go o 20. Milczał wpatrując się w butelkę.- Jeśli to nie przez alkohol, to co się stało? Zapytałem. - Wszystko przez kilka błędnych decyzji, które podjąłem dziesięć lat temu, no i jeszcze ta żona. - Żona? - Powtórzyłem z zaciekawieniem.

Bo to zła kobieta była


Jeszcze dziesięć lat temu Michał miał wszystko. Żone, mieszkanie, samochód. Pracował w Jędrzejowskim szpitalu jako technik. Szczęśliwy młody człowiek, przed którym świat stał otworem. - Chciałem dzieci, ale Anka nie chciała – wspomina. Mimo to byliśmy szczęsliwi, tak mi się zdawało – dodaje. Pewnego dnia, jego świat zawalił mu się na głowę. Zachorował, nic groźnego, zwykła grypa. Zwolnił się wczesniej z pracy, wrócił do domu i – no jakby mi ktoś dał w mordę. Leżała tam z tym facetem, w naszym łóźku – mocniej scisnął butelkę, wziął solidny łyk. Potem wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie. Wystąpił o rozwód, wyprowadził się z domu – nie chciałem jej widzieć – kolejny łyk – zostawiłem jej dom, zamieszkałem w hotelu. Stracił pracę – zapiłem kilka dni – przyznaje – nie dawałem znaku życia, więc mnie zwolnili. Po krótkim czasie stracił wszystkie oszczędności, więc sprzedał samochód - trzeba było za coś żyć, opłacic hotel, kupić jedzenie i wodkę. Dużo wtedy piłem, chyba za dużo, ale chciałem zapomnieć – spojrzał na mnie, jakby szukał zrozumienia.

Pieniądze za samochód też szybko wyparowały. Musiał się wyprowadzić z hotelu. O powrocie do domu, nie było mowy. - Przyjechałem do Kielc, tuż przed sylwestrem 2000 roku. - Po co? - zapytałem. - Nie wiem, w Jędrzejowie nic mnie nie trzymało, a Kielce to duże miasto, myslałem, że znajdę jakąś pracę. Nie znalazł. Zamiast pracy poznał kilku innych bezdomnych. - Razem zbieraliśmy drobniaki, żeby kupić wino, mieszkaliśmy na dworcach PKP i PKS. Byłem zbyt dumny, żeby zwrócić się o pomoc do rodziny. O schroniskach nawet nie myślałem – wziął kolejny łyk wina, nie wiele mu zostało. Zaciekawiło mnie czy zarząda kolejnego. - A teraz? Kontaktowaleś się z rodziną? Bywasz w schroniskach? - Nie, z rodziną nie mam żadnych kontaktów, w schroniskach bywam czasem, głównie zimą.

Ding-dong, zegar na wieży muzeum zabawek wybił pierwszą w nocy. Robi się coraz zimniej. Zastanowiłem się, co by się stało, gdyby teraz podjechał patrol policji. Siedzimy na ławce na Placu Wolności, Michal trzyma prawie opróżnioną flaszkę wina i mi się zwierza. - Nigdy nic nie ukradłem – wtrącił nagle. - Wiem dobrze, co to głód, ale nigdy nic nie ukradłem – dodał, jakby szukał u mnie rozgrzeszenia. - Czasami poproszę o jakieś drobniaki na wino, czy chleb, człowiek musi jakoś żyć, nie? Przytaknąłem zamyślony. Michał dopił wino, flaszkę schował pod kurtkę – zwrotna – wytłumaczył. Rozejrzałem się w okół, wszędzie już wiszą świąteczne dekoracje.


Świąteczny klimat


- A co ze świętami? - spytałem – obchodzisz je jakoś? - Wspólna kolacja z innymi bezdomnymi i księżulkami w Caritasie. Lubimy ten świateczny okres, wiesz dlaczego? - Nie – odparłem szczerze zdziwiony. - Ludzie przed świętami robią więcej zakupów, wszędzie się spieszą. Chętniej rzucają drobniaki, byle się im dało spokój. - ah, ta dobroć ludzkich serc – pomyślałem. - A na pasterce, to i napic się z małolatami można – dodał. - No i Sylwester, Sylwestera na rynku bardzo lubie, w tym tłumie ludzi przez chwilę zapominam kim jestem. - Nie chciałes kiedyś wejść do kogoś na Wigilię? Zająć to puste miejsce? - zapytałem – a wierzysz w to, że ktoś by mnie przyjął? - zapytał zdenerwowany – wiesz, gość w dom, Bóg w dom – odparłem. Nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy chwilkę w milczeniu, zaczęło padać. - Masz może piątkę ? - spojrzał z wyczekiwaniem. - Mam - powiedziałem sięgając do kieszeni. - Dzięki – rzucił jakby lekko zażenowany. - To ja pójdę po wino, a ty zmykaj do domu, pewnie ktoś się o ciebie martwi – wstał i ruszyl w strone ulicy Sienkiewicza. - Do domu – powiedziałem sam do siebie. Jak to dobrze mieć dom.

 

 

czwartek, 18 grudnia 2008

    Lech pokonał w Rotterdnamie Feyenoord 1:0. Dzięki temu wynikowi poznaniakom udało się awansowac do 1/16finału Pucharu UEFA. I co? Dziennikarze pieją z zachwytu, chwalą Lechitów za styl gry, za wolę walki i za determinację. Kibice - nie tylko poznańscy - z wypiekami na twarzach rozpływają się nad grą Stilica, Lewandowskiego, Arboledy i spółki. Pierwszy raz od pięciu lat, polski klub zagra na wiosnę w europejskich pucharach. ŻENADA ! Żenadą rzecz jasna, nie jest gra Kolojorza, ale cała ta farsa, którą można zauważyć w mediach. To zachwycanie się Lechem Poznań, który na europejskich "salonach" wygrał raptem trzy mecze na siedem rozegranych! Trzeba przyznać, że poznaniacy swą przygodę w pucharach zaczęli od wysokiego C. W pierszym meczu eliminacyjnym rozbili w proch i pył Grasshoppers Zurich 6:0, a w rewanżu grając na luzie i specjalnie się nie przemeczając dowieźli wynik bezbramkowy. Po takim początku, wszyscy spodziewali się, że rozpędzony Kolejorz zmiecie przeciętną Austrię Wiedeń i tu czekała nas przykra niespodzianka. Poznaniacy przegrali w Wiedniu 1:2 i wyglądało na to, że polski klub obudzi się ze snu o Europie, nim ten na dobre się zacznie. Nic bardziej mylnego! Lechici zwyciężyli 4:2 i po meczu, który przejdzie do historii polskiej piłki awansowali do fazy grupowej Pucharu UEFA. Poznaniacy trafili do dość trudnej grupy, ale nie byli bez szans na awans do następnej fazy turnieju. W pierwszym meczu, Polacy podejmowali francuskie AS Nancy, wynik 2:2 nie zadowolił żadnej ze stron, ale nie pozbawił nas wiary w awans poznaniaków. Wyjazd do stolicy Rosji na mecz z CSKA - które jest jednym z głównych faworytów do zwycięstwa w rozgrywach - zakończył się minimalną porażką 1:2. Był to najniższy wymiar kary, jaki rosjanie wymierzyli Lechowi. Jednak, po dość szczęsliwej bramce Lechici uwierzyli w siebie i mogli doprowadzić nawet do remisu. Po dwóch pierwszych meczach, Kolejorz miał na swoim koncie zaledwie jeden punkt i podejmował przed własną publicznością Deportivo La Coruna. Hiszpanie objęli prowadzenie już w drugiej minucie i wtedy wydawało się, że to już koniec marzeń Lecha. Piłkarze Franza Smudy, ponownie udowodnili, że są drużyną z charakterem, odrobili straty jeszcze przed przerwą i dominowali na boisku do końca spotkania. Zawidoła tylko skuteczność i wynik nie uległ już zmianie. Mimo to, gospodarze zachowali realne szanse na 3 miejsce w grupie, a ja pierwszy raz widziałem, żeby drużyna z tak silnej ligi jak Primiera Division grała z polską drużyna na czas zaledwie remisując. Mecz o wszystko Lechici rozegrali w Rotterdamie, zwyciężyli i awansowali do kolejnej rundy. Ta krótka droga naszego rodzynka w pucharach, wystarczyła aby wprawić w euforię polski futbolowy świat - niewiele nam potrzeba, prawda? Przecież wszyscy wiemy, że Puchar UEFA, to zaledwie puchar pocieszenia, najważniejsza jest Liga Mistrzów, nieosiągalna już od dawna dla mistrza Polski. Przyczyna zawsze jest ta sama: pieniądze, a raczej ich brak. To co nie udaje się naszym drużynom, udaje się mistrzom: Cypru, Białorusi, Ukrainy, Szwajcarii - da się ?

    Zwycięstwo nad Holendrami cieszy nie tylko kibiców nad Wisła i Wartą, ale przede wszystkim przedstawicieli Polskiego Związku Piłki Nożnej z Grzegorzem Latą i Antonim Piechniczkiem. Piłkarze Smudy, pokonując Feynoord dali pstryczka w nos Beenhakkerowi i udowodnili, że "polska myśl szkoleniowa" jest lepsza od holenderskiej, a holenderski mistrz kraju gra w Lidze Mistrzów z urzędu - tak to i nasz mistrz by potrafił !

ps. na prawdę cieszy mnie awans Lecha i trzymam kciuki w kolejnej rundzie, ale nie popadajmy ze skrajnosci w skrajność.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

    Trwająca kilka lat Małyszomania dogorywa śmiercią długą i męczącą. Nie jest to wina naszego orła z Wisły. Winą za ten smutny konieć ery Małysza obarczam nas - kibiców, oraz dziennikarzy. Po niezbyt udanym poprzednim sezonie i fatalnym początku obecnego, polskie tabloidy już piszą: "Koniec Małysza" wtórują im poratle internetowe, na których można znaleźć wpisy obrażające polskiego skoczka. Czy taki stan rzeczy może dziwić ? Niestety nie, jedną z głównych cech polaków jest równanie w dół, dlatego sporą część środowiska sportowego słabsza forma Małysza najzupełniej w świecie cieszy. 

     Z zazdrością musi Małysz patrzeć na swojego wielkiego rywala, oraz przyjaciela - Martina Shmidta, który mimo kolejnego już słabszego sezonu, może liczyć na wsparcie kibiców i przychylną prasę. Ciekawe czy Małysz choć przez chwilę żałował tego, że nigdy nie skorzystał z propozycji niemieckiej federacji skoczków narciarskich i barw nie zmienił. Adam nie dał się namówić naszym zachodnim sąsiadom, więc mam nadzieje, że z namów "życzliwych" też nie skorzysta i z kariery skoczka jeszcze nie zrezygnuje. 

    Nie wierzę, żeby Małysz miał szansę wywalczyć kolejną kryształową kulę. Wierzę jednak, że pojedyńcze konkursy, nasz orzeł może wygrywać. I najważniejsze - już za rok zimowe Igrzyska Olimpijskie w Turynie. Złoty medal olimpijski to ostatnie brakujące trofeum naszego mistrza. Gdy to osiągnie, to będzie mógł przejść na zasłużoną emeryturę,a bułki z bananem zastąpi tlustą golonką

Adam Małysz

wtorek, 09 grudnia 2008

   W poniedziałek planowałem napisać podsumowanie jesiennej rundy w ekstraklasie. Chciałem, jak prawie każdy, pochwalić niesamowicie widowiskowo grającego Lecha Poznań. Planowałem też wyrazić swoje pozytywne zaskoczenie drużynami ze stolicy, oraz zastanowić się nad słabszą dyspozycją mistrza kraju - krakowskiej Wisły. Nim zasiadłem do mej twórczej pracy, odwiedziłem portal Sport.pl i jako głowny news przeczytałem, że zatrzymano kolejnego podejrzanego w aferze korupcyjnej, która już od kilku lat trawi nasz futbol. Tym razem padło na Jarosława Ż. - młodego arbitra, uważanego za jednego z najlepszych fachowców w naszym kraju. Sędziego, który już dorobił się statusu arbitra międzynarodowego. Kolejne znane nazwisko powiązane z Fryzjerem. Ochota na pisanie o polskiej piłce przeszła mi jak ręką odjął. Podsumowanie przełożyłem na dziś. Gdy siadałem do pisania, włączyłem TVN24 i co? Kolejny hot news! Tym razem "łupem" wrocławskiej prokuratury pada numer jeden wsród rodzimych panów z gwizdkiem, nasz samorodek podczas ostatnicih mistrzostw Europy, jedyny polski kandydat na sędziego podczas mundialu - Grzegorz G. Ta wiadomość mocno mnie zaskoczyła. O powiązaniach Jarosława Ż. z piłkarskim półświatkiem krążyły plotki. Ale, żeby Grzegorz G, któremu wzorowo rozwijała się kariera, który przecież pochodzi z zamożnej rodziny, więc biedy nie zaświadczył ? Nawet on? Nasz polski Pierre Luigi Colina ? Co powodowało sędziami Ż. i G. ? Może faktycznie, jak tłumaczył się inny znany oskarżony w tej sprawie - Dariusz W. W polskim środowisku piłkarskim prawie każdy jest umoczony i jak chcesz się wybic, to musisz zagrać w piłkarskiego pokera ?

    Wrocławska prokuratura zatrzymała już blisko 180 osób. Można obstawić orzechy przeciw dolarom, że na tym się nie skończy. Przerwa zimowa dopiero się zaczęła i obawiam się, że emocje związane z polską piłką będą tylko negatywne. Chyba, że Kolejorz ofiaruje nam świąteczny prezent i pokona Feynoord przynajmniej dwiema bramkami.

Dla takich kibiców, chyba warto oczyścić polski futbol? Włochom udało się w 4 miesiące, my gnijemy już kilka lat.

 

 
1 , 2
Zobacz Commercial Service na Oferteo.pl