sport, polityka, z życia wzięte
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013

    Nie, nie zmieniła mi się orientacja seksualna. Po prostu czytając i słuchając  tego co  pieprzą politycy w sprawie ustawy o stosunkach partnerskich mam ochotę krzyknąć  „do boju homosie!”.

   Oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę z faktu, iż związki partnerskie to nie jest tylko problem mniejszości seksualnych. Miliony polaków żyją w heteroseksualnych związkach partnerskich. Jedni z powodu młodego wieku, inni bojąc się podjąć ten decydujący krok. Są też tacy, którzy świadomie są przeciwni instytucji samobójstwa małżeństwa. Tym wszystkim parom nasi możnowładcy też nie chcą przyznać takich podstawowych praw jak dziedziczenie, czy podejmowanie decyzji za partnera w czasie choroby.  

   Podczas debaty sejmowej przeciwnicy ustawy o związkach partnerskich, nie mięli sensownych argumentów, dlatego zaczęli bredzić na temat chrześcijańskiego modelu rodziny, którego podstawą jest małżeństwo zawarte między kobietą a mężczyzną, by chwilę potem zaatakować mniejszości seksualne zasiadające w Sejmie. To, że kolejna debata polityczna sięgnęła dna, nikogo dziwić nie może. Skoro na temat modelu rodziny wypowiadają się tacy specjaliści :

 

   Nie zrozumcie mnie źle, nie mam ochoty wyjść na pierwszego obrońcę kochających inaczej. Sam, gdy widzę dwóch migdalących się „wagino sceptyków”  mam ochotę rzucić w nich kamieniem. Jednak to co robią w zaciszach swoich domów obchodzi mnie tyle samo, co powody dla których  żyjąca ze sobą od lat heteroseksualna para nie chce się pobrać – gówno.

  Najwidoczniej politycy kochają nam zaglądać nie tylko do portfeli, ale i do łóżek. Uważają, że homosiowe pary są powodem niżu demograficznego w Polsce. Cóż, może i na ulicach można zauważyć wysyp hipsterów czy innych chłopaczków w „rurkach”, ale chyba nie jest ich aż tylu, by zagrozili polskiej populacji. Problemem są budżety domowe, które po uwzględnieniu pojawienia się małego wrzaskliwego bohatera często okazują się niewystarczające. Kochające się pary, które marzą o dziecku i tak używają antykoncepcji (wbrew zaleceniom papieża!) bo jest ona tańsza niż wychowanie dziecka. I to właśnie powoduje niż.  Problemem Polski nie są pedały pokroju Jacykowa, tylko banda ciot z Wiejskiej.  

poniedziałek, 14 stycznia 2013

               Wkurwia mnie WOŚP.  Nie chcę jechać na oryginalności czy – Boże broń – zbliżyć się do kościelnych przydupasów, którzy zazdroszczą popularności akcji Owsiaka. Mnie po prostu Orkiestra irytuje na wielu płaszczyznach i zapragnąłem się tym z Wami podzielić.

                Nie mogę znieść  dziennikarzy i prezenterów z regionalnych ośrodków TVP, którzy na siłę próbują pokazać jacy są pozytywni i oddani akcji. Starają się tak upodobnić do Owsiaka, że już chyba sam dyrygent Wielkiej Orkiestry żyje w obawie przed podaniem go o alimenty. Są przy tym tam prawdziwi i szczerzy jak noworoczne życzenia od premiera. 

                Szlag mnie trafia, że w dniu finału, nie mogę normalnie pójść do sklepu.  Bo jak kurwa, jak mam w portfelu jedynie 50zł? Przecież nie wrzucę tego do puszki, nie ważne jak szczytna byłaby to akcja, a odmówić głupio. Podejdą takie dzieciaki, co to im tylko sarnie oczy z pod czapek i z nad szalików wystają i czekają aż wrzucisz, bo to przecież dla najmłodszych, czy tam w tym roku najstarszych, żeby pomóc, bo szczyty kurwa cel. Ale drobnych nie ma… więc żeby nie wyjść na totalnie pozbawionego serca – nie tylko tego na odzieniu, co to się od tych zbieraczy dostaje – skurwiela zakradam się do sklepu jak komandos, żeby kupić to co kupić miałem, ale i przede wszystkim po to by rozmienić pieniądze, żeby jak przylezą i wyciągną tę puchę mieć im co wrzucić. Udaje się, bo na moje szczęście sklep mam blisko, ledwo wychodzę i już! Sru mi puszką pod nos, co bym czasem portfela schować nie zdołał. Trach!  Piątka ląduje w puszce, naklejane serce na kurtce i wiem, że nie tylko pomogłem tym, których los doświadczył, ale i kupiłem sobie totem, który pozwoli mi spokojnie poruszać się po mieście. Bo dzieciaki jak zobaczą, że oznaczono mnie tym serduchem jako poczciwego darczyńcę to dadzą mi spokój.

                Tyle, że wśród wolontariuszy WOŚPU dzieciaki to nie wszystko. Wystarczy się przejść po mieście, żeby natknąć się na grupki zakapiorów, którzy w tym szczególnym dniu postanowili zamienić puszki tyskiego na puszki Orkiestry. Wrzucając takiej jeden ekipie złotówkę zastanowiłem się czy nie dołożyć im jeszcze linijki, co by bezproblemowo kilka zebranych monet opuściło orkiestrzaną puchę na rzecz ich prywatnych funduszy. Doszedłem jednak do wniosku, iż zarówno osprzęt jak i wiedzę w tym temacie mają dużo lepsze niż ja, więc swoje dobre rady zostawiłem dla siebie. Zresztą nie dali mi serduszka, to co się będę spoufalał.

                Jednak najbardziej w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy wkurwia mnie to, że zagrała już po raz 21 i nie wyobrażam sobie, aby grać przestała. Mimo, iż żyjemy w kraju, w którym podatki, ZUSy i inne srusy doprowadzają nas do chorób psychicznych. Gdyby ze szpitali zniknął sprzęt oznaczony serduszkiem, to równie dobrze moglibyśmy się „leczyć” w domach. Bo zarówno lekarze jak i pielęgniarki, bez pomocy fundacji Owsiaka byliby bezradni.

                Dlatego apeluję, aby w przyszłym roku zmienić nazwę. Żeby zamiast 22 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, odbył się Pierwszy Ogólnopolski Dzień Rumuna. Wolontariusze zamiast pytać czy wesprzemy Orkiestrę, zagadywaliby poczciwym „deno,deno”. Akcja być może straciłaby swoją pozytywną, świąteczną otoczkę, ale zyskałaby realizmu.

    Ja rozumiem, że na Titanicu orkiestra grała do końca. Ale polska służba zdrowia nie wygląda jak po zderzeniu z gigantyczną górą lodową, tylko tak jakby przypierdolił w nią słusznych rozmiarów asteroid. Dlatego ogólnokrajowa ściepa dla potrzebujących jest niezbędna. I to jest właśnie tak wkurwiające.

 



Tagi: owsiak wośp
14:10, rflagg
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 czerwca 2012

               „Kurwa mać!” to chyba najpopularniejsza fraza, padająca wczoraj w polskich domach, pubach czy w strefach kibiców między godziną 20:45 a 22:45. Konkurować z nią może jedynie „polej” bo , niestety gry polskich piłkarzy od drugiej połowy pierwszego meczu z Grecją oglądać się na trzeźwo nie dało.

                Szkoda. Cholerna szkoda. Na kolejną tak realną szansę na wyjście z grupy w imprezie rangi mistrzowskiej będzie bardzo trudno. W ogóle dostać się na takową  imprezę to będzie nie lada wyzwanie. Przez to, że nie graliśmy meczów eliminacyjnych do euro 2012 obsunęliśmy się gdzieś na miejsca blisko 7 dziesiątki rankingu FIFA, co oznacza, że podczas losowań będziemy traktowani niewiele lepiej  niż ekipy Andory czy San Marino. A mogło być zupełnie inaczej. Kurwa mać! Powinno!

                Szokujące było to, że UEFA wybrała Polskę i Ukrainę jako gospodarzy mistrzostw Starego Kontynentu. Powstały piękne stadiony, przybyło dróg – oczywiście nie tyle ile było zaplanowanych do czasu rozpoczęcia mistrzostw (pozdro politycy) ale zawsze lepszy rydz niż Tusk nic.

Grupę na którą trafiliśmy, można określić na dwa sposoby : wymarzona – dla Polaków, Greków, Rosjan i Czechów – oraz : słaba – dla pozostałych. Do 45 minuty meczu otwarcia, wszystkie znaki na niebie i ziemi, a raczej na murawie stadionu Narodowego, wskazywały na to, iż marzenia polskich kibiców się spełnią. Prowadzimy po bramce Lewandowskiego, gramy w przewadze i … klops. Od tego momentu coś w naszych piłkarzach pękło. Cudem (Tytoń) uratowany remis z grekami  sprawił, że pierwszy raz od 86 (?)  nie rozpoczęliśmy turnieju od wtopy, co sprawiło, że mecz numer 2 z Rosją nie był meczem o wszystko. Ba! Zremisowany mecz ze „Sborną”, po którym nie wiedzieć czemu przybyło wielu hurra optymistów mogliśmy nawet przegrać, a i tak ostatni grupowy mecz z Czechami nie byłby meczem tylko o honor, a spotkaniem, którym mogliśmy wywalczyć awans. Cudowna bramka Kuby  Błaszczykowskiego nic tak naprawdę nie zmieniła. Do starcia z Czechami przystępowaliśmy jako drużyna niepokonana. Wow! Ale aby wyjść z grupy, rodaków Krecika musieliśmy pokonać. Pierwsze 20 minut wlało nadzieję w serca polskich kibiców, niestety później trzeba było polewać coraz szybciej, bo gra biało-czerwonych z każdą minutą  słabła.  Aż nastała 72 minuta. Wtem jak Polska długa i szeroka słychać było jeno „Kurwa mać”. Porażka, pompowany od miesięcy balonik pękł. Eh… polej.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

               Rzadko zdarza mi się zgadzać z wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego, ale przynajmniej połowa tego obrazka powyżej jest cholernie aktualna. Nie zrozumcie mnie źle, nie chciałbym tu odgrzewać zimn… - przepraszam, to nie czas i miejsce na ponure żarty – nie chce powracać do tematu Smoleńska, ale to co się dzieję w okół ACTA to kpina. Poczekajcie z linczem w komentarzach czy na facebooku, może moim spojrzeniem na sprawę, chociaż częściowo Was przekonam.

                Wielu internautów krzyczy „stop inwigilacji i cenzurze w Internecie!” ; cóż, muszę przyznać, że takie pieklenie się na fb wygląda komicznie. Stop inwigilacji pisane na facebooku, ma w sobie tyle sensu, co protest przeciw zabijaniu zwierząt nad miską świeżutkiego tatara – niewiele. Toż zapisując się na face’a podaliśmy wszystkie dotyczące nas dane na srebrnej tacy, nic tylko inwigilować! Nie zapominajmy też o inny portalach społecznościowych, typu : myspace, fotka czy nasza klasa, a i pewnie nasze maile do super utajnionych nie należą. Dodajmy do tego wszystkie telefony, komórki, iphony czy tablety. Jestem dziwnie przekonany o tym, że pisząc sms „dobranoc Kochanie” owo Kochanie, nie jest jedyną osobą, która może przeczytać tę wiadomość. Nielegalna inwigilacja stała się faktem lata temu, nie chcę w tym momencie wyjść na głównego bohatera „Raportu Pelikana” , ale ślepy nie jestem.

                A co z cenzurą? No nie bądźmy hipokrytami. Przecież tu nie chodzi możliwość swobodnej wypowiedzi, bo ta jak mniemam zostanie? Chodzi o darmowe filmy, muzykę, programy softwarowe czy e-booki.  W tym temacie mam zdanie trochę podzielone – z jednej strony sam (jak zapewne 99% internautów) podpierzam wiele rzeczy za darmo, ale z drugiej…  Cóż, żal mi młodych twórców, którzy za ostatnie grosze wydali płytę, nakręcili film, czy opatentowali program, a teraz o samym chlebie posmarowanym nożem i zimnej kranówie modlą się o to by ktoś ich dzieła kupił.  Trudno w tej kwestii opowiedzieć się jednoznacznie za którąś ze stron, skoro nawet artyści są podzieleni. Chyba najbardziej znanym fanem podpisania umowy jest Zbigniew Hołdys, jego Nemesis (pomijając setki tysięcy internautów) jest Paweł Kukiz. Tyle, że i tu można się co najwyżej cynicznie uśmiechnąć, jeden odcina kupony za hity sprzed lat, drugi zaś jest tak silnie promowany przez największe stacje muzyczne, że to całe ACTA ma prawo mieć w głębokim poważaniu, zaś przymilić się do rzeszy młodych fanów, zawsze warto.

                Pomóc w Salomonowym rozwiązaniu mogliby politycy, ale… „Jaki koń jest każdy widzi”, chudy jakiś panie, ślepy jak Łysek z pokładu Idy i ogólnie jakiś taki nieudany.

               Donald Tusk po raz kolejny pokazuje, że politykiem jest co najmniej miernym (czy faktycznie zostałby premierem, gdyby nie strach Polaków przed powrotem Kaczyńskiego?), teraz udowadnia, że PR’owców ma jeszcze mniej kompetentnych niż ministrów (a jednak się da!). Fali krytyki wobec ACTA uniknąć się nie dało, to fakt, ale ograniczyć niezadowolenie społeczne dało się w znaczny sposób. Wystarczyło nie spieszyć się tak z całowaniem dupy Wielkiego Brata zza Oceanu – Uwierz Donaldzie, że nie zawsze musimy być pierwszym sojusznikiem USA w każdej sprawie. Wystarczyło doprowadzić do ogólnonarodowej debaty. Pozwolić zabrać głos ekspertom, artystom - którym niby to ACTA ma pomóc i przede wszystkim społeczeństwu. Tak społeczeństwu, któremu przez kolejny niekompetentny rząd co raz częściej brakuje na rachunkiwięc jak tu do cholery płacić i za Internet i za filmy i za muzykę?! Pamiętaj Donaldzie, my nie mamy diet poselskich, a Ty swoją dostałeś z naszej łaski. Słyniesz Pan ze swej miłości do piłki kopanej i właśnie strzeliłeś kolejnego gola, tyle, że znów do własnej bramki. Ta bramka może Cię premierze spuścić do II ligi politycznej, z której ciężko o awans.

               A z boku, z uśmiechem kolejnym manifestacjom przygląda się Janek, jego jedynymi ruchami politycznymi są co najwyżej : pseudo debata o krzyżu, zapalenie marihuanowego kadzidełka i założenie maski Annonymusa. Pozostaje mu nic innego jak popijanie herbatki z prądem i oczekiwanie na wybory prezydenckie. Przy takiej konkurencji samo się wygra. A my wszyscy dalej będziemy w ciemnej dupie.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

              Wybaczcie, jeśli tytułem wprowadziłem Was w błąd – nie, nie jest to notka autobiograficzna. Zastanawiałem się ostatnio nad prawdziwością pewnego banalnego frazesu; „pieniądze szczęścia nie dają”. Nie wiem czy jest to prawda, pewny jestem jedynie, iż ich brak szczęścia nie gwarantuje…

                Wydaje mi się jednak, że kasa może człowieka uszczęśliwiać. Ten niesamowicie (!) odkrywczy wniosek opieram na obserwacji ludzi, którzy zrobią wszystko, aby się nachapać (skojarzenia z paniami uprawiającymi najstarszy zawód świata przypadkowe). Śledzę losy człowieka, który aby utrzymać swoje dobrze płatne stanowisko, jest skłonny do wszelakich wyrzeczeń. Został znienawidzony przez społeczeństwo, jest symbolem partactwa i korupcji. Wszyscy życzą mu źle – ok., może nie raka czy AIDS, ale już rzeżączka byłaby mile widziana. Nie, nie piszę o Jarosławie Kaczyńskim – zresztą cholernie trudno byłoby mu załapać chorobę weneryczną od zdechłego kota… No, ale żarty na bok. Zdaje sobie sprawę, ze smutnego faktu, iż Jarosław „Zbaw Polskę” nadal ma niemal tylu przeciwników co zwolenników – by nie rzec wyznawców, którzy byliby gotowi zamienić herb z Orłem na zdjęcie umęczonego lidera PiS. Z drugiej strony politycznej barykady stoi premier Tusk, ale ostatnie wybory udowodniły, że i Donek może liczyć na sporą ilość „lubię to” na facebooku.

                Skoro bohaterem mego wpisu nie jest żaden z czołowych polityków, to kto? Niestety nie jest to też przedstawiciel „czarnej mafii”, księża w Polsce mają się dobrze i obecnie żaden Palikot tego nie zmieni. Zatem kto?
                Jest to facet, którego niegdyś na rękach nosiła cała Polska. Był królem strzelców na mundialu w 1974 roku, był parlamentarzystą, a obecnie jest betonem prezesem PZPN. Na wymienianie wszystkich wpadek Grzegorza Laty szkoda prądu, ale przemilczeć skandalicznej umowy z firmą Sport Five, żenujących  sparingpartnerów  reprezentacji (mecz z Koreą w Korei na pół roku przed Euro?!) czy afery „orzełkowej” się po prostu nie da. No dajcie spokój, kto zrywa herb narodowy z koszulki reprezentacji w dniu święta narodowego? Wiecie kto? Facet, którego jedną z pierwszych decyzji na nowym stanowisku było zarządzenie sobie podwyżki. Myślę, że Lato nie ma już przyjaciół nawet w związkowych ławach. Działacze nauczeni przykładem – wydawać by się mogło, że nietykalnego – Kręciny wiedzą, że nikt nie jest bezpieczny. Trzeba kosić kasę póki się da i nie wychylać się przed szereg.

                Najtragiczniejsze w tym wszystkim jest to, że Lato może zostać na stanowisku na … lata. Nie wiem czy facet jest w czepku urodzony, czy UEFA do spółki z FIFA nie dopuściły się jakichś machlojek (to dopiero byłby szok …), ale reprezentacja Polski w 2012 roku może osiągnąć coś, czego nie osiągnęła nawet legendarna drużyna Górskiego. W tle afer korupcyjnych, żenująco niskiego rankingu FIFA Polska może wyjść z grupy na mistrzostwach Europy! Przecież losowanie jest wymarzone (pomyśleli Polacy, Rosjanie, Grecy i Czesi), do tego dwa Polskie kluby pierwszy raz od lat, doczekały wiosny w europejskich pucharach, stadiony nowe są (i nie ważne, że na każdym jak nie poślizg z terminem to usterka), frekwencja na meczach ligowych rośnie i ogólnie świetlana przyszłość.              

  Co z tego, że mecze reprezentacji bojkotują kibice, na każdym ligowym meczu można posłuchać co kibice chcą zrobić z PZPN (i nie jest to romantyczna kolacja przy świecach) a prezesa Laty nie polubi już nawet adoptowany ze schroniska szczeniak. No odpowiedzcie sobie sami na pytanie, czy temu panu na zdjęciu po niżej pieniądze szczęścia nie dają… 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zobacz Commercial Service na Oferteo.pl