sport, polityka, z życia wzięte
Blog > Komentarze do wpisu

Wydymani

Jeden z moich ulubionych artystów - Kazik Staszewski, śpiewał kiedyś "gdy byłem młodszy byłem bardziej beztroski... Aha! Nie lubię już Polski(...)". Sporo lat minęło od czasu, gdy po raz pierwszy usłyszałem ten utwór. Teraz sam jestem zdecydowanie mniej beztroski i zrozumiałem, że nie tyle co nie lubię Polski, co zacząłem Jej wręcz nienawidzić - a nami, mieszkańcami tej przedziwnej krainy coraz bardziej gardzę. Spokojnie ONR'y i inne ultra naziole. Nim pogonicie mnie z widłami i płonącymi pochodniami pozwólcie, że przedstawię Wam mój punkt widzenia. Jeśli nadal będziecie mięli ochotę potraktować mnie jak potwora Frankensteina to droga wolna.

Moja niechęć do Polski rośnie z każdym rokiem mojej tak zwanej świadomości politycznej. Zdaje się jasnym być, iż od 89' rządzą nami ci sami ludzie pod innymi przybraniami (SLD, UW, PSL, AWS, PO, PiS, Porozumienie Centrum, Nowa Prawica czy Ruch Palikota). Jednak Polacy - za co coraz bardziej nas nienawidzę - zdają się tego nie dostrzegać. Zamiast pogonić to kółko wzajemnej adoracji, to dają się napuszczać na siebie tryskając jadem na lewo i prawo. Wejdźcie na byle jakie forum gdzie poruszane są tematy polityczne, wejdźcie pod byle jaki artykuł na Onecie czy Wirtualnej Polsce, tam już nawet pod tekstami sportowymi więcej można wyczytać bredni o wyższości Platformy nad PiS'em i na odwrót. Oczywiście wiem, że dużą część tych sporów zaczynają polityczni agitatorzy, jednak za to co się później dziej odpowiada polski motłoch. Zresztą spróbujcie poruszyć temat partii politycznych przy wódce... awantura murowana, nawet w gronie rodzinnym. 

A dlaczego tak się dzieje? Cóż wychodzi na to, że Polacy lubią być dymani. Zaczęli nas chędożyć nasi politycy już po 89' i nie zamierzają skończyć do póki im tego nie zakażemy. Problem polega na tym, że albo tego rżnięcia już nie odczuwamy, albo - co gorsza - spodobało nam się. Jeżeli faktycznie polubiliśmy padać na kolana i wypinać kupry przed jaśnie nam panującymi, to w hierarchii jesteśmy niżej od tanich kurew. Nawet najtańszym kurwom się płaci, a my jesteśmy jak te obleśne nimfomanki, które chciałyby się pierdolić, ale nikt za darmo ich nawet kijem przez szmatę nie dotknie, dlatego płacą. Dlatego też my płacimy. Płacimy godząc się na gigantyczne pensje polityków, na ich poronione przywileje. Mamy gdzieś, że nie spełniają swoich obowiązków, że kompromitują nas zarówno na arenie międzynarodowej, jak i na naszym podwórku. Jeśli któryś faktycznie przesadzi, to ciach z Sejmu przeniosą do Senatu, ewentualnie do Parlamentu Europejskiego. W najgorszym wypadku trafią do Sejmików Wojewódzkich czy innych rad nadzorczych. Tych "umoczonych" zastępują ci, o których wpadkach zdążymy zapomnieć. I tak zaczyna się kolejna orgietka. Tylko nasze położenie się nie zmienia. Znów na kolanach z nisko położoną głową i wypiętą dupą. Najważniejsze, by przetrwać od 1 do 1. By zapłacić rachunki i dorzucić do ZUS'u, żeby mieć na podatki, a czasem nawet coś zjeść. W imię czego to wszystko? Naszej miłości do fallusów? 

 

Pozwalamy naszej władzy na niemal wszystko. Pozwólcie, że przypomnę tylko te najświeższe dymania, które nam zafundowano. Kradzież (bo jak to inaczej nazwać?) pieniędzy z OFE, sprzedaż lasów państwowych, wydłużenie wieku emerytalnego, podniesienie VAT'u, czy sprzedaż największych złóż złota w Europie za bezcen. Zamiast robić w okół tego szum, zamiast czytać o tym w prasie, oglądać w TV czy słuchać w radio, to zalewają nas informacje o mamie Madzi z Sosnowca, Trynkiewiczu, pijanych kierowcach czy planach debaty między Tuskiem a Kaczyńskim. Teraz do tego wszystkiego doszedł konflikt na Ukrainie, gdzie nasi politycy próbują odgrywać pierwsze skrzypce. Okey, zgodzę się, że Ruscy są be, a Ukraińców żal. Ale mi żal też Polaków. Spróbujcie się dostać do lekarza specjalisty, spróbujcie będąc samotną matką wychować dzieci. Postawcie się w sytuacji 50 latka, którego zwolniono z pracy. Wyobraźcie sobie jak to jest być emerytem i codziennie stawać przed dylematem: leki czy jedzenie. Czy wreszcie postawcie się w sytuacji młodych, którzy w większości jako perspektywę pracy mają gównianą umowę na najniższą krajową (a i to już sukces), albo robotę na czarno(przecież na emerytury i tak nie ma już szans). 

Na prawdę marzy mi się, abyśmy wreszcie przestali wypinać dupy. Żebyśmy coś w naszych życiach zmienili. Patrzyłem jak Ukraińcy zmieniają swoją chorą władzę i śmiać mi się chciało, gdy widziałem solidaryzujących się z Nimi Polaków. Zamiast przypinać żółto-niebieskie wstążki, czy wieszać ukraińskie flagi warto by zrobić coś dla siebie. Nie mówię tu o wojnie domowej. Ale gdyby tak wszyscy, którzy mają dość bycia rżniętymi przez władzę stawili się w stolicy i siła oderwali ich od koryta, pozbawili majątków, których dorobili się naszym kosztem i wyrzucili z kraju...ah, utopia. Ale jeśli stajemy przed wyborem utopii lub bycia notorycznie chędożonymi, to walczmy o utopie. Walczmy albo spieprzajmy z tego chorego kraju.

wtorek, 04 marca 2014, rflagg

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: konix, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/03/04 19:52:12
Ale przywaliłeś z tą Nową Prawicą, toż oni są cały czas poza "kółkiem" i głoszą cały czas coś odwrotnego niż "słuszna linia władzy"
Zobacz Commercial Service na Oferteo.pl